środa, 15 czerwca 2016

Pieskie życie naszych dzieci



Rys. Design Your Home with me                                                                               


Jak tak czasem patrzę na te moje dziewczyny  to mi ich  żal...



Niby mają przeróżne zabawki, domki dla lalek , lego, sikające bobasy, gadające laptopy, brokaty, błyszczące naklejki, kolorowe papierki ( a nie złotka od czekoladek jakie zbierało się za moich czasów),

na rower nie muszą czekać do I Komunii :) ( tu gdzie mieszkamy, brak roweru to jest naprawdę duuuże zaniedbanie, porównywalne z posiadaniem dziecka ze sczerniałymi  jedynkami :)) .

Mają dodatkowe zajęcia dostosowane do zachcianek i talentów, książki pięknie zaprojektowane, materiały edukacyjne każdej maści, zagraniczne wycieczki - jednym słowem mają wszystko to, za czym tęskniły dzieciaki wychowane w latach 70/80- czyli te z mojego pokolenia ( ale i na pewno wcześniejsze i nieco późniejsze również ).

A przede wszystkim mają najbardziej  deficytowy towar z PRL-u i pierwszych lat  dzikiego kapitalizmu w Polsce  czyli



naszą (rodziców) bezgraniczną uwagę.




Niby mają wszystko to czego potrzebują , ale czasami mam wrażenie ,ze nie mają czegoś bardzo istotnego, czegoś co pozwalałoby im swobodnie kształtować osobowość i znaleźć swoje miejsce w świecie.

A mianowicie



wolności.




Nie wiem jak u Was było, ale mnie w dzieciństwie  nikt lektur nie wybierał ( i nie czytał !), nikt nie budował ze mną domów z klocków,  nikt nie układał puzzli,  nikt mi zabaw nie obmyślał .
I sądzę, że podobne wspomnienia ma większość dzieciaków w zbliżonym do mojego wieku .

Dorośli mieli swój świat, ważnych spraw i dziecięcy światek mało ich interesował.
I to chyba była norma.
Mimo tego zupełnie nie pamiętam, żebym się nudziła, albo żeby mi tych dorosłych w moim światku brakowało...
Nie będę opisywać  zabaw z dzieciństwa :), musicie uwierzyć mi na słowo :
odbywałam



podróże międzyplanetarne :)




Poza tym całymi dniami ( poza szkoła rzecz jasna) przebywało się na zewnątrz.

Jak już wspominałam we wpisie o blokowiskach wychowałam się na typowym PRL-owskim osiedlu.
Szkoła znajdowała się po drugiej stronie ulicy, a tuż obok mojego bloku rozpościerały się łąki, sady i ogródki - teren eksploatowany przez okoliczną dzieciarnię.



Bez żadnego nadzoru dorosłych.  




Oczywiście czasem ktoś wyjrzał przez okno, zawołał, upomniał, ale generalnie świat dorosłych w naszym życiu nie istniał.
Grało się w gumę, w klasy, w chowanego, podchody, huśtało się godzinami na huśtawkach, wisiało na trzepakach, budowało piaskowe domy w pełni wyposażone.

Latem nawet robiliśmy ogniska na wspomnianych łąkach, konstruowaliśmy namioty ( z koców), jeździliśmy na rowerze, wrotkach, zimą na łyżwach .

W czasie ferii zimowych w naszej szkole na betonowym boisku, woźny wylewał wodę i w ten sposób tworzyło się lodowisko. Wspaniała rzecz.
Teraz przepisy BHP na pewno by na to nie pozwoliły.

A jak już się jechało z rodzicami  na tę wieś to można było turlać się po trawie, łazić po niej boso, wspinać po drzewach .
Nikt nie ganiał za nami ze środkiem odstraszającym kleszcze i nigdy żadne z nas żadnego kleszcza nie miało.
Co najwyżej pocięły nas komary, albo użądliła pszczoła podczas zbierania kwiatków na dziewczęce wianki.

Jadło się maliny, jeżyny, jagody prosto z krzaka i nikt o żadnej bąblowicy nigdy nie słyszał.











Dzisiaj życie wygląda zupełnie inaczej.




Nawet 8 -letnie dzieci odprowadza się i przyprowadza ze szkoły.
Kiedyś to było nie do pomyślenia.
Mieliśmy w klasie chłopca odprowadzanego przez mamę do 2 klasy i przez całą podstawówkę (jeszcze 8-letnia) traktowaliśmy go jak lekko niepełnoprawnego. :)

Nie wyobrażam sobie też by ( przynajmniej tu gdzie mieszkamy) wypuścić dziecko samo na dwór.
Zresztą nikt tego nie robi. Przynajmniej do około 10, 12  roku życia dziecka.

I tak ciągnę się za tymi moimi dziewczynami wszędzie i myślę sobie, że im  i sobie w gruncie rzeczy bardzo współczuję :).

Ze względu na to organizowanie dzieciakom zajęć, życia, atrakcji i rozrywek również



nasze  ( rodziców) towarzyskie życie niemal nie istnieje.




Wprawdzie duże znaczenie ma tutaj fakt, że jesteśmy emigrantami ( i to zaledwie 3-letnimi) i nie mamy żadnej babci, cioci, której można by dzieciaki z czystym sumieniem podrzucić.
Istotne jest tez to, że trochę trudniej na emigracji o kontakty towarzyskie i naprawdę bratnią duszę :).

Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem moi rodzice prowadzili intensywne życie towarzyskie i to była raczej norma :).
Ciągle, ktoś w rodzinie miał urodziny, a jak nie było tego typu okazji to wujkowie umawiali się do któregoś z domów na karty :),  ciocie na ploteczki, a dzieciarnia na dzikie harce :).

Związek z rodzicami był nieco luźniejszy, wokół zawsze byli inni krewni, czy znajomi rodziców.

Teraz życie rodzinne jest na ogół bardziej zamknięte, mniejsze są też rodziny, mniej w nich dzieci, mniej są otwarte na kontakty z innymi krewnymi,  mniej w tym życiu chyba generalnie spontaniczności, więcej planowania, organizowania.

Na pewno poświęca się dzieciom więcej uwagi, słucha, analizuje , prowadzi dyskusje.
I to jest dobre.

Tylko czasem mam takie wrażenie, że dzisiejsze dzieciaki są mniej beztroskie.
I to jest bardzo smutne.

Moja 4-letnia córka zanim wyjdzie do przedszkola przypomina mi żebym nasmarowała ją kremem przeciwsłonecznym i popryskała środkiem odstraszającym kleszcze.
A to wszystko dlatego, że każde nasze spontaniczne wyjście do lasu, albo do przedszkolnego ( zalesionego ) ogródka bez odpowiedniego zabezpieczenia kończyło się przyniesieniem do domu nowego lokatora.

A znowuż o kremie zapobiegającym oparzeniom słonecznym nieustannie trąbią panie w przedszkolu .
Co mnie wkurza trochę, bo słońca w tym roku jak na lekarstwo i wcale mi się nie uśmiecha smarowanie dzieci co 5 minut kremami naszpikowanymi chemią blokującymi dostęp witaminy D do ich wątłych bladych ciałek)

I tak mogłabym pisać i pisać.

Oczywiście były pokolenia dzieci wychowanych w jeszcze  gorszych  i jeszcze bardziej stresujących warunkach...

Nieustannie zastanawiam się dokąd ten świat zmierza i dlaczego mam wrażenie, że ciągły postęp cywilizacyjny zamiast prowadzić nas do życia lepszego, pełniejszego, radosnego i



wolnego (!),




powadzi do życia pełnego ograniczeń, pułapek cywilizacyjnych (w które tak łatwo wpaść dorosłym a co dopiero dzieciom !), stresu i kompletnego oderwania od natury i naturalnych potrzeb ludzkiego gatunku.




Świat staje na głowie. 




I to chyba jedyna analogia z czasami beztroskiej zabawy w dzieciństwie - a konkretniej z wiszeniem na trzepaku głową w dół - wtedy też świat stawał na głowie. :)




43 komentarze:

  1. Ciężko znaleźć złoty środek, bo i wiele się zmieniło, ale myślę, że Twoje dziewczynki są szczęśliwe, że mają taką uważną mamę, na którą mogą liczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Wiesz jak jest... te "uważne" mamy to chyba nie są najfajniejsze..

      Usuń
  2. Opisałaś swoje dzieciństwo i zatęskniłam za latami, kiedy od rana do wieczora z przerwą na posiłki i coś do picia spędzało się na zakurzonym podwórku z gronem znajomych z bloków obok. Szkoda, że wszystko tak się pozmieniało i nie można dać dzieciom takiej swobody, jakiej my sami byliśmy nauczeni w latach 80/90-tych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czasami opowiadam moim dzieciakom jak się kiedyś żyło to " robią wielkie " oczy. :)

      Usuń
  3. Bardzo sentymentalny wpis:) Trochę się boję tego etapu życia, więc z ciekawością przeczytałam to, co napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe przemyślenia. Prawo tego świata jest takie, że nie ma nic stałego. Warto zatem kolekcjonować swoje wspomnienia :) Przy okazji - genialny rysunek!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może jakaś stara nie jestem, ale faktycznie, już moje dzieciństwo dużo różniło się znacznie od teraźniejszego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się czasem zastanawiam jakim cudem wogole przeżyłam swoje dzieciństwo. Codzienne wychodzenie, skakanie gdzieś po parkach, po drzewach, zaroślach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wszyscy się chyba nad tym zastanawiamy :)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście dzieci mają coraz mniej "wolności", ale chyba nie czują się pokrzywdzone, bo nie wiedzą, że może być inaczej. Nie wiadomo jednak, która opcja wychowania okaże się lepsza. To już ocenią następne pokolenia. Niedawno przypominałam na swoim blogu "Najbardziej popularne i lubiane zabawy podwórkowe". Łza się w oku kręci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko zachować równowagę... Nasze dzieciństwo nie było idealne, ale to jakie miewają nasze dzieci ... niby beztroskie , a czasami takie mało dziecięce mi się wydaje.

      Usuń
  9. Hm.. niby tak. Mi najbardziej sie rzeca w oczy fakt, ze dzieciakow nie ma za duzo na dworze tylko siedzą przed telewizorem lub komputerem

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś mi się zepsuło w związku z Twoim blogiem i nie mogę dodać komentarza, więc napiszę tu:) Bardzo podoba mi się Twój wpis o pieskim życiu dzieci. Niby temat wypływał już w różnych miejscach wielokrotnie, ale fajnie, że zwróciłaś uwagę na to, że współczesne dzieci mają nie tylko gorzej, ale też w pewnych kwestiach lepiej niż my. Ale z tą wolnością rzeczywiście jest coś nietentego. Kiedyś czytałam artykuł w gazecie, niestety nie pamiętam jakiej, o obecnej paranoi na temat bezpieczeństwa dzieci. Podobno zbadano, że liczba przestępstw popełnionych na dzieciach w porównaniu z poprzednimi dekadami zmalała, ale wzrosła kilkusetkrotnie liczba ogólnodostępnych wiadomości na ten temat w mediach. Dlatego wydaje się, że czasy stały się bardziej niebezpieczne, choć w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początku wspomniałaś o rowerze z I Komunii, pamiętam jak ja dostałam swój pierwszy już "duży rower" i jaka byłam wtedy szczęśliwa. Pomimo że urodziłam się w latach 90 to wiem dokładnie o czym piszesz :)
    Najważniejsze, żeby dzieciaki były szczęśliwe niezależnie od zabawek jakie posiadają!
    Pozdrawiam
    http://www.aleksandramakota.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak myślę i dostrzegam tez ,że "rodzicielstwo bliskości" ma swoje pułapki...:) złoty środek jak zwykle idealną receptą ;)

      Usuń
  13. Choć jestem dzieckiem lat 90., to nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod Twoim tekstem rękami i nogami. Prawdę opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ciekawe gdzie przebiega ta granica , że zaczęło się zmieniać...:). Lata 90-te mówisz tak samo było.

      Usuń
  14. To prawda, że teraz trochę bardziej się nad tymi dziećmy "trzęsiemy". I o ile wspólne zabawy z dzieckiem to moim zdaniem dobra zmiana (ale bez przesady, dziecko musi się też bawić samo i samo potrafić znaleźć sobie zajęcie) o tyle odprowadzanie pod drzwi szkoły 9-latka to trochę przesada, szczególnie jeśli dziecko ma blisko do szkoły. Chcemy być tak dobrymi rodzicami, że czasem brakuje nam spojrzenia z boku i równowagi, czasu dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, a co jeżeli ma dalej do szkoły ? I zaczynają się dylematy... :)

      Usuń
  15. Mam identyczne odczucia, dokładnie tak jest! Ale też z drugiej strony mam wrażenie, że na dzisiejsze dzieci czyha więcej zagrożeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę,że w naszym dzieciństwie tez liczne zagrożenia były , zmieniła się natomiast świadomość rodzica i samo podejście do wychowania :). Czy na dobre ? Cały czas to rozważamy? A rozlicza nas pewno nasze dzieci ;)

      Usuń
  16. Przypomniałaś mi większość wspomnień z dzieciństwa, które właśnie było wolne, a nie zorganizowane. Powiadają, że najlepszym sposobem na uwolnienie kreatywności jest nuda i jak sobie myślę o dziecięcych czasach, to to miało sens. Tylko teraz jest pewnie trudniej, bo ta presja zajęć dodatkowych jest taka duża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Presja , presją , ale chyba najważniejsze jak to odbiera sam zainteresowany... Moje jedno rwie się na niemal każde zajęcia dodatkowe :), a drugie niekoniecznie :)

      Usuń
  17. Może trudno w to uwierzyć, ale dziś rano jak popatrzyłam na swojego Syna, który nie wiedział jaką wybrać zabawkę i co ze sobą zrobić, pomyślałam... "Dziecko, ja nie miałam nawet 1/4 zabawek co Ty, a zawsze było coś ciekawego do roboty". W tym momencie przyszła mi do głowy podobna refleksja, że im więcej się staramy zapewnić Dzieciom atrakcji i zabawy, tym one stają się coraz mniej samodzielne. Co prawda jestem za tym aby poświęcać dzieciom jak najwięcej czasu, ale nie można ich we wszystkim wyręczać... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, trochę mam wrażenie ,że ta sama zasada dotyczy dorosłych ;)... Jak byłam dzieckiem , było wokół wiadomo jak - biednie- a dzieci mnóstwo , teraz obserwuję i rozmawiam z ludźmi tu gdzie mieszkam ( Niemcy), którym generalnie żyje się dostatniej i normą jest ,że mają 1 dziecko i ewentualnie psa . :) Bardzo dużo ludzi nie decyduje się na dzieci w ogóle i to wcale nie z powodu problemów z zajściem w ciąże, ale po prostu , bo tak. Boooo mieli trudne dzieciństwo ( ;)), booooo to duża odpowiedzialność ( :)), boooo dzieci ograniczają ,a tu tyle rzeczy do zrobienia ( :)). Wszystkie odpowiedzi autentyczne. Wniosek nasuwa się jeden : dobrobyt rozleniwia i demoralizuje. :) Pozdrawiam

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas dzieci bawiły się na osiedlowej budowie od wieku 3 lat bez żadnego nadzoru rodziców :). Do domu szło się tylko coś zjeść w locie, na dworze było mnóstwo pomysłów i zawsze kogoś znajomego można było spotkać. Dzisiaj dzieci wolą siedzieć przed komputerem, a przed blokiem pustki. Smutne, ale prawedziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet jak nie siedzą przed kompem jak moje, to wszędzie ciągnie się za nimi mamuśka ;) ( mówię o mojej sytuacji) :)

      Usuń
  20. Dokładnie. Ja też zażyłam wolności. I nie wyobrażam sobie spędzania całego czasu z rodzicami...

    OdpowiedzUsuń
  21. Miałam bardzo podobne do Twojego dzieciństwo.
    Czasem patrząc na obecnych nastolatków (i młodsze dzieci) zastanawiam się, czy czy byliby w stanie, przeniesieni w przeszłość, przeżyć w niej kilka dni. Być może tak, o ile obyłoby się bez interwencji przerażonych czyhającymi zewsząd zagrożeniami ich rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajny wpis.
    Dotyka aspektu bardzo istotnego.
    Ja też mojego syna boję się wypuszczać samego na dwór. Statystyki w końcu mówią, że co 2 minuty na świecie zostaje porwane dziecko :|
    To nie rodzice się zmienili ani dzieci... to świat się zmienił. Poprzez różne kanały informacyjne docierają do nas co chwila tragiczne newsy. Kiedyś były 2 kanały w TV ;) To tego się boimy, że naszą pociechę spotka coś złego ze strony złych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie pytanie czy boimy się , bo naprawdę zwiększyło się zagrożenie dla naszych dzieci czy dlatego ,że jest więcej informacji na ten temat?

      Usuń
  23. Chyba jesteśmy rówieśniczkami bo opisałaś moje dzieciństwo :)
    I zgadzam się- teraz dzieciom brak swobody,wolności czy nawet myślenia momentami. Szkoda..Ciekawe do czego to wszystko zmierza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Twoje ostatnie zdanie jakoś zabrzmiało mi złowieszczo...;)
      Mam tez obawy, że nieco starsza jestem ( niestety !) ;)

      Usuń
  24. W samo sedno! Aż strach pomyśleć jak wychowanie dzieci będzie wyglądać za 30 lat np.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać ;). A wiesz może właśnie dokona się kolejna wolta i będzie znów jak za naszych czasów ? :)

      Usuń
  25. Ja wychowywałam się w latach 70-tych i faktem jest, że mnóstwo czasu spędzałam z siostrą i koleżankami na podwórku, ale też pamiętam , że sporo czasu poświęcali nam rodzice. Chodziliśmy na spacery, graliśmy w gry, wyjeżdżaliśmy na wspólne wycieczki, jeszcze, kiedy miałyśmy po naście lat. Mama prowadzała nas też dość długo na dodatkowe zajęcia, fakt nie było ich wiele, ale były.
    Dzisiaj w sumie nie robię nic innego z moimi dziećmi. Gdyby przy naszym domu było podwórko, to na pewno dzieciaki mogłyby się na nim bawić, ale podwórka nie ma niestety, więc inaczej muszę sobie z tym radzić, siłą rzeczy, jestem bardziej zaangażowana.
    Czy dzieci mają z tym kłopot? Myślę, że nie, bo jak ktoś już napisał, nie wiedzą, że może być inaczej, a wolność sobie i tak z biegiem czasu, same wypracowują, a właściwie, to sobie wypracowujemy wspólnie drogą ustępstw. Też tęsknię do tego, co było, ale co robić? Świat się zmienia, niekoniecznie, albo nie w każdym aspekcie na lepsze i dlatego musimy dostosowywać swoje zachowania i działania do tego, co jest i co nas spotyka.To tak w wielkim skrócie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Niby z jednej strony ograniczenia i mniejsza wolność, ale proszę sobie zobaczyć ile jest historii z 'tamtych czasów', o dzieciach które zaginęły jako kilkulatki i do tej pory nie wiadomo co się z nimi stało. Może nadopiekuńczość to znak naszych czasów, ale nie bez powodu. Rodzice mają teraz trochę większą świadomość zagrożeń i wcale się nie dziwię, że te granice swobody rozsądnie się przesunęły.

    OdpowiedzUsuń