wtorek, 26 kwietnia 2016

Blokowiska cz. 1



Wschód słońca - blokowisko.  Czy może być piękniej? :)                                                                                                                                           Zdjęcie pochodzi z  Codzienne Inspiracje
Zródło zdjęcia :TU


Jakiś czas temu pisałam na temat KUCHNI FRANKFURCKIEJ - czyli o kuchni prababce naszych osiedlowych mikro-kuchni, a dziś będzie o samych osiedlach czyli o


blokowiskach.



Blokowiska wciąż budzą wiele emocji i to często bardzo skrajnych.
Moje do takich na pewno należą ;).
Podczas szukania materiałów do dzisiejszego wpisu natrafiłam na sporo wypowiedzi gloryfikujących okres PRL-u i ówczesne osiedla mieszkaniowe.
Zaszokowało mnie to.
Nie przypuszczałam, że wśród nas jest wciąż tak dużo zwolenników, czy wręcz obrońców tamtego okresu w polskiej ( i nie tylko) architekturze. Niby


koń jaki jest każdy widzi 



ale okazuje się że nie wszyscy widzą go tak samo..






Gdańsk -blokowiska                                                                                                                                  zdjęcia znalezione na Wikipedii  ( i nieco przepuszczone przez " sentymentalny" filtr



Ja rozumiem, że dla wielu mieszkanie w bloku/wieżowcu /falowcu/punktowcu to cały rodzinny dobytek. (Rozumiem a nawet się utożsamiam, bo mnie również w spadku kiedyś przypadnie tego typu lokal ;)).
Rozumiem, że ludzie nie mają potrzeby ani nie chcą by na temat ich "rodzinnego gniazda " wypowiadano się w jakikolwiek sposób dezawuujący przeżyte w nich życia ( najczęściej całkiem normalne i przyzwoite).



Bloki  - Gdańsk                                                                                                                               zdjęcia znalezione na Wikipedii  ( i nieco przepuszczone przez " sentymentalny" filtr


Rozumiem też


sentymentalny stosunek



do swojej przeszłości, dzieciństwa ( w końcu niemal połowa z nas wychowała się na tego typu osiedlach.( Ja również !).
Człowiek jest tak skonstruowany, że by móc normalnie funkcjonować, rozwijać się i żyć musi utożsamiać się z miejscem, otoczeniem w którym wzrasta i dojrzewa i naturalną jest rzeczą ,że domy rodzinne to miejsca darzone szczególnymi uczuciami. Jakiekolwiek by one nie były ( i domy i uczucia).

3-pokojowe mieszkanie moich rodziców w 4-kondygnacyjnym budynku na typowym PRL-owskim osiedlu nazywam zawsze "domem " wywołując tym uśmiech na twarzy mojego męża wychowanego w drewnianym siedlisku w otoczeniu lasu.
I potrafię walczyć jak lwica podczas naszych licznych dyskusji w obronie własnego dzieciństwa spędzonego w


betonowej dżungli

:).


U nas akurat z tą dżunglą nie było tak źle, bo osiedle znajdowało się naprawdę na obrzeżach miasta i tuż obok naszego bloku rozpościerały się łąki, sady i inne " dzikie" atrakcje.
Pamiętam, że jako kilkuletnie dziecko bardzo często brałam udział w zbiorowym plażowaniu i opalaniu się na kocykach na tychże łąkach :).
O właśnie! - brzmię niemal jak


typowy obrońca blokowiska.



U którego zawsze było lepiej niż u innych, ładniej, bardziej zielono, bardziej kolorowo, a domy były nawet raczej okrągłe niż prostokątne :).



Zdjęcie znalezione TU


Dzieci generalnie mają psychiczną zdolność do wypierania negatywnych odczuć i wspomnień, to naturalny mechanizm obronny dziecięcej psychiki.
Stąd tez "pozytywne" wspomnienia z okresu wojny czy też z życia w skrajnej nędzy ( "Przynajmniej byliśmy zdrowsi, bo nie jedliśmy tyle mięsa, tłuszczu i cukru").
Z tych samych, naturalnych potrzeb budowania więzi w nawet ekstremalnie trudnych warunkach wyrasta


syndrom sztokholmski.:)




Gdański falowiec                                                                                                                                                                                              zdjęcia znalezione na: powojennymodernizm.com



                                                                                                                                                                                                                             zdjęcia znalezione na: powojennymodernizm.com


Ale mimo tych wszystkich sentymentów mam świadomość tego jak wielkim


krokiem wstecz



jeżeli chodzi o losy ludzkości był pomysł budowania oddalonych od centrum miasta zunifikowanych, betonowych osiedli mieszkaniowych.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądała nasza powojenna rzeczywistość, jak bardzo nasze miasta pączkowały i jak wielkie zapotrzebowanie było na lokale mieszkalne.
Nie wiem co mogłoby być alternatywą dla rozwiązań urbanistycznych okresu powojennego, ale wiem, że stworzenie betonowych osiedli z prostokątnymi blokami pozbawionymi wszelkiego architektonicznego detalu, ujednoliconymi do granic absurdu ( także po pijaku zdarzało się mylenie klatek :))i podzielonymi ostatecznie na małe mieszkania- mające pełnić raczej rolę


maszyn do mieszkania



aniżeli tego co od wieków kojarzyło nam się z pojęciem "DOM", było pomysłem upiornym i całkowicie wykoślawiło psychicznie , zdrowotnie i estetycznie całe pokolenia.

Jako dziecko, snując się po moim osiedlu często wyobrażałam sobie, że jakieś tornado zdziera z bloków jego "fasady" i ukazują się klitki-mieszkania z uwięzionymi w nich ludźmi, jeden na drugim, podczas wykonywania typowych, codziennych czynności życiowych :). Obraz jak z horroru

Podobno ojciec modernizmu i blokowisk


Le Corbusier wielkim humanistą był.



Śmiem w to niestety wątpić.

Wprawdzie jego pierworodne dziecię jednostka marsylska była bardziej wizualnie i funkcjonalnie atrakcyjna ( mieszkania 2-poziomowe, bardzo dobrze doświetlone !) niż to co nam w postaci betonowych bloczków z całej idei pozostało, ale stworzenie bloku - miasta w mieście, gdzie 1600 mieszkańców miało nie tylko mieszkać, ale też korzystać z różnych usług typu, fryzjer, lekarz, chodzić do szkoły i przedszkola, robić zakupy a ostatecznie i odpoczywać na dachu na którym znajdowały się min. restauracje i basen i to wszystko bez opuszczania budynku - świadczyło o braku elementarnej wiedzy na temat natury i psychiki człowieka.



Jednostka Marsylska,  Le Corbusier                                                                                                                                                                                                               Znalezione na Wikipedii                    


Swoją drogą ktoś kto marzył o mieście w którym "...PLAN rządzić będzie bez reszty mieszkańcami..." wydaje się być nieco oderwany od życia .
Co mi się generalnie bardzo źle kojarzy i zastanawiam się jak rzesze planistów, urbanistów i architektów dały wciągnąć się w tą


szaleńczą ideę?



Wcieleniem urbanistycznym ideologii Le Corbusiera było wybudowanie i stworzenie od podstaw miasta
Brasilia w Brazylii.
Będę do tego tematu na pewno wracać , bo jest arcyciekawy.
Miasto okazało się szybko takim koszmarem, że mieszkańcy "..ukuli pojęcie nowej choroby, jaką nazwali


Brasilitis.



Objawiała się ona brakiem tłumu i ścisku, pustymi narożnikami ulicznymi, anonimowością miejsc i twarzy, i otępiającą monotonią środowiska, przygnębiającego jednostajnością wrażeń.." ( cytat pochodzi z TEJ strony).



A jaką nazwę nosi choroba na którą cierpią całe pokolenia wychowanych w naszych rodzimych PRL-owskich osiedlach?



PS Wiem ,że dzisiejszym wpisem "narażę" się wielu osobom :). Liczba moich falołersów spadnie pewno o te kilkaset :), ale uprzedzam, że ten wpis jest tylko wstępem i będę do tematu wracać.
I to wielokrotnie ! :)

20 komentarzy:

  1. Nooo... tak różowo to z tymi wspomnieniami nie jest :) Oczywiście, pamięta się te fajniejsze chwile, ale też bardzo konkretne oddziaływanie tej architektury na dziecięcy umysł. Ja wspominam powracające koszmary senne o tym, że się zgubiłam w trakcie zabawy na podwórku i nie wiem jak trafić do swojego bloku/ klatki/ mieszkania bo wszystko wygląda tak samo... I jeszcze coś, co zostało do dzisiaj- wymazywanie twarzy i niemożność ich zapamiętania. Muszę kogoś bardzo wiele razy widzieć, żeby w końcu sobie utrwalić, bo jak ma się kilka tysięcy najbliższych sąsiadów i dwa tysiące dzieci w szkole to umysł sobie z tym jakoś musi radzić chyba... Teraz sąsiadów mam znacznie mniej a kojarzę kilka osób na krzyż :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmary senne z gubieniem się też mam do tej pory ,choć my mieliśmy stosunkowo niską zabudowę a w moich snach bloki wyciągają się zawsze w górę i rozrastają :). Zaskoczyłaś mnie z tą ilością najbliższych sąsiadów, nie brałam tego pod uwagę.. U nas 3 sąsiadujące bloki znało się bardzo dobrze i nie było tego problemu z rozpoznawaniem się, co innego z odnajdywaniem się w towarzystwie. Ta chmara dzieciaków, dość dzikich , bo w jakimś sensie pozbawionych kontroli rodziców, zawsze mnie przerażała... i po nieudanych próbach z okresu wczesno-dziecięcego nie zawiązałam z nikim bliższej relacji...

      Usuń
  2. Mi tam się nie naraziłaś. ;) Też mi się wydaje, że dużo osób po prostu ma sentyment do mieszkania w bloku. Np. mój mąż. Choć chciałby mieszkać na wsi we własnym domu, bardzo pozytywnie wspomina dzieciństwo spędzone w bloku.
    Ja mam tak do dzisiaj, że wyobrażam sobie że z bloku zdjęto fasadę i widać wszystkich ludzi jednych nad drugimi! Myślałam, że tylko ja tak mam.:D I jak jestem w moim mieszkaniu to zdarza mi się też pomyśleć o tym w kierunku poziomym - że parę metrów ode mnie siedzi sobie mój sąsiad i oddziela nas tylko ściana.
    To co działo się w prlowskiej Polsce było spowodowane biedą, podążaniem za socjalistycznymi ideami i paroma innymi uwarunkowaniami historycznymi. Miejmy nadzieję, że takie czasy nie wrócą. Zawsze będę wolała domy wolnostojące od mieszkaniówki, ale na pewno da się ją zorganizować lepiej niż w przeciętnym bloku. Warto np. popatrzeć na przepiękne mieszkania w kamienicach. Też mają swoje wady, ale mieszkając kiedyś w kamienicy czułam się o wiele lepiej niż w wielkiej płycie.
    Dobrze zaprojektowane mieszkanie to temat wazniejszy niż się niektórym wydaje, bo przestrzeń w której zyjemy, wpływa jednak bardzo na naszą psychikę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ! I właśnie o tym wpływie architektury na psychikę i zdrowie planuję niebawem coś wysmarować :).
      I ja też wyobrażałam sobie ,że za ścianą sąsiad ma łózko dokładnie w tym miejscu co ja ( bo kaszlał w nocy często:)) i czułam się z tym dość dziwnie..

      Usuń
  3. Z tymi blokami jest duży problem. Niby są złe, ale jednocześnie gdzie upchnąć miliony ludzi, którzy chcą żyć w miastach? Myślę, że kwestią jest, by były one bardziej ludzkie, czyli niższe, z mniejszą ilością mieszkań, dobrze rozplanowane, z zielenią i przestrzenią wokół. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ! Bardziej ludzki to słowo klucz w tym wypadku :). Uważam ,że PRL-owskie osiedla były bardzo nieludzkie , niestety często te współczesne wiele od nich nie odbiegają . I to często z tych samych powodów - pieniądze! ( No przestań ! przestrzeń wokół ? Takie marnotrawstwo m2?;))

      Usuń
  4. Mój dom rodzinny znajduje się na osiedlu tak brzydkim i tak betonowym, że dopóki nie wyremontowali i nie pomalowali na kolorowo bloków (mój był oczywiście ostatni), to człowiek trochę czuł się jak w więzieniu. Jeden obok drugiego, olbrzymi, szary, smutny, można zajrzeć komuś w okna. Teraz już jest trochę lepiej, bo chociaż ta szarość zniknęła, ale faktycznie - pomysł na takie "zacieśnianie" mieszkańców był wielce nietrafiony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie mocno dziwi to ,że tak wielu architektów i urbanistów uległo temu szaleństwu. Komuna komuną ,ale ja do tej pory spotykam się z obrońcami tamtych idei !

      Usuń
  5. Świetny wpis, i genialne zdjęcia. Zostaliśmy wychowani pośród blokowisk. Uważam, że jest to jakaś część nas już. I jakie by one nie były to i tak ma się dobre wspomnienia, przy najmniej ja tak mam. W tym momencie mamy wybór, ale jak żyje się w wielkim mieście to ciężko jest wybierać, niby się buduje nowe osiedla i bloki (sorry, to teraz się nazywa apartamentowce, albo osiedla o wybujałych nazwach), ale dla mnie jest to, to samo tylko trochę więcej w nich finezji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia a propos apartamentowców!
      I dzięki ,że tu do mnie zajrzałaś ;)

      Usuń
  6. Jak byłam małą dziewczynką to zazdrościłam kuzynką możliwości mieszkania w bloku, bo wiadomo - mimo, że mało miejsca to koleżanek wszędzie pełno! Na tej samej klatce mieszkało ich co najmniej z 5 :) A ja? Ja musiałam się przespacerować z kilometr, dwa po wsi żeby się z kimś spotkać. Teraz, z biegiem czasu bardzo się cieszę, że mieszkam w domu i sama zmieniłam nastawienie - nigdy nie chciałabym zamieszkać w bloku ( prędzej w domkach szeregowych, albo wynająć część domu ). Fajnie, że bloki w dużych miastach zaczynają trochę zmieniać swoją postać z szarych na kolorowe i przyjazne. To duża zmiana na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziałam, że na temat bloków można się aż tak rozpisać :D ja od urodzenia mieszkałam w bloku, niecały rok temu przeprowadziłam się do domu i szczerze mówiąc, trochę tęsknię za blokami. Dlatego na studia znowu przeprowadziłam się do bloku, ale to już nie to samo :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje blokowisko z dzieciństwa pamiętam jako ogromną przestrzeń, ale jak tam ostatnio przez przypadek wróciłam to było jakieś takie małe i zupełnie straciło swoją moc. Rzeczywiście dzieci pamiętają wszystko inaczej, lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też jako dziecko mieszkałam na blokowisku. I już wtedy mi się to nie podobało. Budynki były brzydkie, klatki schodowe wąskie, a mieszkania ciasne. Uliczki osiedlowe były zniszczone, piaskownice pełne starego piasku, a metalowe elementy placu zabaw miały na sobie więcej rdzy, niż farby. Cieszę się, że moja rodzina się stamtąd wyprowadziła.

    Ciekawostka: przecież teraz coraz więcej osiedli powstaje w tej konwencji marsylskiej. Każde z tych o podwyższonym standardzie ma swoje lokale usługowe, a, odkąd jest boom na bycie fit, także klub fitness, nierzadko bezpłatny dla mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym planuję kolejne wpisy ;). Przeraża mnie to,że idee modernistyczne nie zostały ostatecznie pogrzebane , a co więcej teraz po erze paskudnych blokowisk zyskały na popularności.. Tyle że Corbusier dbał o zapewnienie przestrzeni , teraz buduje się ściślej i znów wracamy do 3 pokoi na 45 m2:)

      Usuń
  10. Ciekawe podejście do tematu. Bardzo mi się podoba Twój wpis. Ja - mieszkanka starej kamienicy przedwojennej obserwowałam jak wokół powstawały coraz to nowe bloki i te z wielkiej płyty wcale mi się nie podobały. Zrobiło się tak jakoś inaczej. Ja ostatnio pisałam o stronie mentalnej i trochę wcześniejszym okresie we wpisie Dom jakiego już nie ma: http://www.conchitahome.pl/2016/04/z-miosci-do-przeszosci-dom-jakiego-juz.html?showComment=1461079358786#c6701531727448431743

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i zazdroszczę :) dorastania w przedwojennej kamienicy! Jak powiedział ponoć Churchill : "Najpierw my kształtujemy nasze budynki, a następnie one kształtują nas." Lecę czytać o Domu jakiego już nie ma :)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najgorsze jest to, że wciąż buduje się bloki o szumnej nowej nazwie "apartamentowce" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, właśnie ... Idea Le Corbusiera w ogóle nie umarła co mnie bardzo dziwi, ma się wręcz bardzo dobrze dostała nowe piórka nieco bogatsze i adekwatnie "bogatą" stawkę za metr...Ja trochę mam wrażenie , że wychowane w ten sposób pokolenia nawet nie wyobrażają sobie ,ze może być inaczej.. Dlatego tak ważne wydaje mi się dyskutowanie z ludźmi i wychowywanie dzieci i inne takie...:( Ale czy zmienimy tym świat ?...Za stara jestem by w to wierzyć ;). Pozdrawiam

      Usuń