czwartek, 27 lipca 2017

See Bloggers 2017







Czyli moje pierwsze spotkanie z

ludźmi-smartfonami. :)


Mega przeżycie.
Nie żebym narzekała, bardzo lubię kosmitów i sama pewno do nich należę.

Pierwszego dnia nikogo nie poznałam, bo po pierwsze zostawiłam tablet w domu ;) po drugie widząc co się wokół mnie dzieje, stwierdziłam, że przetestuję czy ktoś się do mnie odezwie pierwszy, a na zachętę uśmiechałam się na prawo i lewo.
I przegrałam.
Odezwała się do mnie Pani częstująca pokruszonymi ciastkami na wielkim tablecie. (drewnianym :)).
Naprawdę nie narzekam.
Było mi bardzo miło odpocząć od codziennego, towarzyskiego życia. :)
I skupiłam się na prelekcjach i panelach dyskusyjnych ( bo na żadne warsztaty nie udało mi się zapisać, wiem, wiem kariery to ja nie zrobię w tych internetach.)

Dla mnie największą inspiracją byli Emce Kwadrat .
Wstyd przyznać, ale nie znałam ich wcześniej.
I byli tak cudownie niemedialni :), choć ich filmy bardzo medialne!
No i kończące dwudniowe spotkanie - 3 kółka Tomka T. - skradły moje serce ;).
Dziękuję wszystkim!
Pani od pokruszonych ciasteczek również.

piątek, 21 lipca 2017

Idealny prezent






Od lat uczę moje dziewczyny mało przydatnych rzeczy;
Na przykład tego, że fajnie jest się dzielić (a nie samemu w kącie zeżreć czekoladkę),

fajnie jest się wzajemnie wspierać (np.jak mama zastosuje odpowiedzialność zbiorową  gdy nie sposób znaleźć winowajcę w ogólnym rozgardiaszu i okrzykach " to ona!"),

że jak się jest rodzinką ( zasada dotyczy każdej  innej społeczności czy przedszkolnej, czy szkolnej) to należy mieć na uwadze innych członków stada :),

że należy szanować wzajemnie swoją pracę i nie pluć pestek na podłogę, którą właśnie ktoś przed chwilą wymył,

że nie trzeba robić i zachowywać się jak większość, tylko tak jak nam podpowiada intuicja i rozum ( w wersji dla dzieci : głowa i serce),


i że najfajniejsze prezenty to wcale nie te, za które trzeba zapłacić połowę średniej polskiej pensji  tylko te które ktoś z dużym zaangażowaniem dla nas przygotował. 



To może być pięknie ustrojony i smakowity torcik,
ulubiona konfitura babcina zapakowana w piękny słoiczek z osobistą dedykacją,
uszyta przez zdolną ciocię sukienka, lub poducha z ulubionym motywem,
własnoręcznie zrobiona przez mamę gra itd.

Z dziećmi jak to z dziećmi, różnie bywa. :)
Podejście do prezentów typowo gadżeciarskie też się zdarza, tym bardziej, że mają kontakt z różnymi środowiskami i różnym podejściem do życia ;).


Ale powoli, zaczynamy zbierać plony naszego wychowania ;)..



Ostatnio obchodziliśmy 10 urodziny Najstarszej, która wśród swoich licznych talentów  najbardziej przejawia zainteresowanie literaturą i teatrem.
Nie tylko czyta książki z prędkością światła, ale też próbuje sama pisać, nieustannie tworzy sztuki teatralne i zmusza znajome dzieciaki do uczestnictwa w nich :).
Ma duży problem z obsadą , bo prócz Najmłodszej, która ochoczo we wszystkim bierze udział, mało kogo interesują tego typu zabawy.
Problem jest mi dość znany, z autopsji :).
I choć nigdy nie byłam "przebojowa" to pamiętam, że udało mi się zmienić kółko dziewiarskie do którego się zapisałam na kółko teatralne ;).

Najstarsza zużywa tony  papieru  tworząc swoje opowiadania ( ostatnie liczyło 80 kartek w linie!), potem często gubi karteluszki i jest dramat, ogólne domowe wykopki  i luka w opowieści.

Stąd pomysł na prezent urodzinowy.
Opasłe tomisko, gruby brulion z czystymi kartkami ( takimi raczej do rysowania niż pisania) ze spersonalizowaną okładką (ma się to szczęście mając mamę artystkę ;)).




I wreszcie nagroda: niekłamany zachwyt na twarzy dziecka wraz z informacją, że to najlepszy prezent  jaki kiedykolwiek dostała..
No powiem, że otarłam pot z czoła, bo konkurencja była mocna.
Wgrać z na przykład  keyboardem czy aparatem fotograficznym to nie lada sztuka. ;)

A parę dni później nasza ulubiona "ciocia" Aga, która  od lat obdarowywuje moje dziewczyny cudnymi własnoręcznie wykonanymi prezentami, przekazała Najstarszej podobny prezent tylko piękniej wykonany, bo z licznymi kieszeniami na twórcze pomysły literackie!
Moje dziecko było w ekstazie.
Ja również :).
(Że w pakiecie z mamą moje dzieci otrzymały tak wspaniałą ciocię :)).








A teraz o tej strzelbie co to w pierwszym zdaniu się pojawiła i jeszcze nie wystrzeliła.



Dlaczego piszę, że uczę dzieci mało przydatnych rzeczy?

Ano mam czasami wrażenie ( przyznaję - w chwilach kryzysu i braku słońca ;)),
że trochę im szkodzę,
że powoduję, że będą  nieprzystosowane do życia w dzisiejszym społeczeństwie ( chciałam napisać: w dżungli).
Że żyją w nieco wyidealizowanym świecie, w świecie którego tak naprawdę nie ma.(Jest za to dżungla)
Że będą miały problem ze znalezieniem sobie towarzystwa. (Pamiętacie jak wyglądały kontakty towarzyskie w "Walce o ogień"?)
Już teraz zdarzyło się, że Najstarsza wróciła z jakiegoś tam kółka i mówi : "Mamo, ja nie wiem czy ja będę miała męża. Wszyscy chłopacy tylko ciągle siedzą i w smartfonach grzebią.." ( "Walka o ogień" - relacje małżeńskie).

Co mi z tego, że wychowamy dziewczyny na fajnych ludzi jak ten świat wcale "fajny" nie jest!
I czy to wychowanie doda im skrzydeł czy będzie raczej kulą u nogi?
Czy w ogóle będą mogły czuć się szczęśliwe?

Czy Wy też macie takie wątpliwości?

PS Dziś oczekuję w komentarzach tylko zapewnień, że świat nie jest taki zły, ewentualnie ofert matrymonialnych od dobrze wychowanych młodzieńców w przedziale wiekowym od 15 do 10 lat ( drobna różnica wieku chyba wskazana :)).






piątek, 7 lipca 2017

Podsumowanie





Z małym poślizgiem, ale jest!


Podsumowanie czerwca :



Czerwiec zaczął się miłą niespodzianką, bo otrzymałam z okazji Dnia Dziecka :) potwierdzenie uczestnictwa w mojej pierwszej ( ciekawe czy ostatniej?;))imprezie blogowej.



Pogoda w czerwcu nam słabo dopisywała, ale za to na ulicach zrobiło się bardziej kolorowo.
Restauratorzy dbają o to by odgrodzić swych klientów od reszty świata wielkimi kwietnikami i to jest fajne!


Wreszcie trochę zieleni i kwiatów w mieście!




Ja, gdybym miała taką moc :) to zarządziłabym by we wszystkich oknach w kamienicach na gdańskiej "starówce" rosły kwiaty.

Wiszące pelargonie, albo coś w ten deseń (niekoniecznie w barwach narodowych, albo z drugiej strony tęczowych :)).


Także ten tego, dajcie znać czy popieracie moje propozycje to zastanowię się czy by nie kandydować w następnych samorządowych wyborach ;).









A dla nas czerwiec był wybitnie truskawkowy.





Nawet nie wyobrażacie sobie jak marzyłam o takim czerwcu dla moich dzieci.
Przez 3 lata byliśmy odcięci od pachnących, słodkich, czerwonych ( najlepiej kaszubskich !) truskawek.

Jeżeli uważacie, że współczesne truskawy to nie to co jedliście w dzieciństwie, to najwidoczniej nie jedliście jeszcze truskawek niemieckich :).
Smakują jak skrzyżowanie ogórka z ..nie wiem ..cukinią? I pachną ... Lidlem :)
Po kilku próbach zaprzestaliśmy kupowania truskawek na emigracji. Pod koniec naszego pobytu, jedliśmy już tylko banany i trochę owoców kupowanych w tureckich sklepach - te miały jeszcze jakiś smak.


A polskie truskawki...mniam.
Codziennie przerabiałam/przerabiam 1 w porywach do 2 kobiałek.
To na bieżące jedzenie, bo jeszcze dodatkowo kupowałam truskawki na przetwory, które u nas cieszą się dużym wzięciem.
Dosłownie truskawkowe szaleństwo.

Czerwiec to generalnie był miesiąc w którym przypominaliśmy sobie smaki przeróżnych świeżych warzyw i owoców.
Prócz truskawek wcinaliśmy codziennie czereśnie, pyszne pomidory, rzodkiewki, szpinak (o dziwo - fajnie doprawiony - udało mi się przemycić dziewczynom w naleśnikach), bób ( dzieci jadły po raz pierwszy), zieloną fasolę, chłodniki z botwinki, zupki ogórkowe i szczawiowe.
Po monotonnej zimie wszystko smakowało rewelacyjnie.

A i u mnie powrócił zapał do gotowania, przetwarzania i eksperymentowania w kuchni.
Wreszcie!
Bo mąż zaczynał już nieco marudzić i pytać nieustannie czy tylko schab jest obecnie w sklepach dostępny, albo czy wykupiłam cały wagon schabu i że dawno chyba schabu nie było :).

Ale jak zaczął mi zamiast zwyczajowo poważniejszych artykułów i książek czytać PRZEPISY i pokazywać na zdjęciach przeróżne polędwiczki w sosie i roladki, zrozumiałam, że sprawa jest poważna :).
Na szczęście nadszedł czerwiec z całą swą bujnością smaków i kolorów.

Prócz zaspokajania podstawowych potrzeb :) zdarzało nam się też coś poczytać :).






Tak jak wspominałam wyżej: głównie przepisy z "Kuchni Polskiej" wydanej niby w 98 roku, ale mam wrażenie że zdjęcia  robione były dekadę wcześniej.



PRL jak żyw. :)
Choć na zdjęciach głównie padlina.
Spójrzcie na tę rybkę.
Czy te kukurydziane oczy mogą kłamać?









Niesamowite jak się zmieniło nasze poczucie estetyki około-kulinarnej, również za sprawa kulinarnych blogerów :).
Jestem pewna, że ani ja, ani moje dziewczyny rzeczonej rybki byśmy nie tknęły.

A tak na marginesie to bardzo lubię czytać/przeglądać stare książki kulinarne i wszelkiej maści poradniki, bo przy okazji można popatrzeć jak i czym się  w danym okresie żyło.
Spójrzcie np. na tę kuchnię.
To był design! :)










A ja pozostałam nadal w klimacie rodziny Beksińskich, bo czytałam dzienniki Zdzisława.



Wiem co się mówi na jego temat i na temat wpływu jaki miał (albo raczej jaki jego sztuka miała)na osobowość Tomasza, ale dla mnie była to postać wybitna.
Prawdziwie nie-zniewolony umysł. :)
Co potwierdza lektura jego dzienników do której gorąco Was zachęcam.


Dziecięcych lektur w tym miesiącu polecać Wam nie będę, bo było ich dużo i różnych, ale jakoś żadna nie zapadła w pamięć.

Dla dzieci, szczególnie Starszej, czerwiec był bardzo ważny ze względu na


zakończenie roku szkolnego ( pierwszego w polskiej szkole!)



i związane z tym uroczystości.
Wiem, co większość z Was sądzi na temat polskich szkół, sama uważam, że dla Starszej bardziej efektywna byłaby edukacja domowa, ale dziecię, które zasmakowało jej nieco podczas naszej emigracyjnej przygody (chodziła tam  do szkoły, bo system niemiecki nie dopuszcza edukacji domowej, a w domu przerabiałyśmy polski materiał + inne atrakcje z zaprzyjaźnionymi mamami) jest polską szkołą wręcz zafascynowana i o żadnym domowym nauczaniu w ogóle nie chce słyszeć.

Tak, tak, zdarzają się takie przypadki.

I podczas roku szkolnego, często powtarzała: "jakie te niemieckie dzieci są biedne.."
Hehe
Z moich obserwacji wynika, że cokolwiek - my -  dorośli myślelibyśmy na temat przeróżnych szkolnych uroczystości, akcji i atrakcji to dzieci jednak bardzo je lubią.
Przynajmniej moje. :)

Ten odświętny nastrój, galowe ubranka, przygotowywanie piosenek i uroczystości, celebrowanie przeróżnych świąt, określenie, podkreślenie, że coś się zaczyna a coś kończy,ogromne zaangażowanie zarówno rodziców jak i poszczególnych nauczycieli.
Nie wszystkich to jasne, ale wystarczy jeden taki nauczyciel by dzieciom dodać skrzydeł. (My mieliśmy dużo szczęścia po trafiliśmy na dwoje wspaniałych i to w jednym roku szkolnym :)).
To wszystko sprawia, że szkoła żyje.

Nie widzieliśmy tego niestety w szkole niemieckiej.
Jedyne co było celebrowane to imprezy sportowe na wiosnę.
Żadnego rozpoczęcia roku, żadnego zakończenia, gdzieś tam po drodze jakieś przebieranki z okazji karnawału i to wszystko.
Nie czuło się zaangażowania ani nauczycieli, ani rodziców.
Nie czuło się tego, że szkoła żyje.
Marazm i monotonia.
Starsza potwornie się w szkole nudziła, jedyną atrakcją były kontakty towarzyskie z innymi dziećmi.

Wyszliśmy nawet raz kiedyś, wszyscy razem ( rodzice z dziećmi i wychowawcą) na spacer po lesie i obiad, na który czekaliśmy 1,5 h i który smakował tak, że mąż dyskretnie spakował wszystko w serwetkę by nikogo nie urazić niezjedzonym obiadkiem.
I do dziś wspomina, że była to najnudniejsza impra w jego życiu. :)
( Uprzedzę kąśliwe uwagi niektórych - mówi bardzo dobrze po niemiecku i bariera językowa nie była tu problemem, raczej powiedziałabym - bariera kulturowa ;)).

A na koniec podsumowania czerwca, krótka piosenka na zakończenie roku u Starszej - wybaczcie jakość, ręka wzruszonego rodzica nieco drżała ;)

A Wam jak minął czerwiec?




sobota, 1 lipca 2017

Nauka czytania - układanka do pobrania








Pisałam Wam jakiś czas temu o naszej niezawodnej metodzie nauki czytania za pomocą kolorowych obrazków i sylabizowanych słów - TU - znajdziecie szczegóły. 

Dziś spieszę do Was z częścią przygotowywanych przeze mnie słówek dwu-sylabowych do wydrukowania.
Bierzcie i korzystajcie :).

Wystarczy je wydrukować,wyciąć (zgodnie z czarną ramką, adekwatnym obrazkiem i opisem) następnie zgiąć (zgięcie np.pomiędzy obrazkiem z kotkiem, a napisem "ko-tek" :)) skleić i przeciąć wzdłuż niebieskiej przerywanej linii - otrzymując do każdego słówka/obrazka dwuczęściowy puzzel (z jednej strony będzie część wyrazu, a z drugiej część obrazka.)

My, z moją 5-latką, jesteśmy obecnie na etapie odkodowywania słów 3-sylabowych. :)
Bądźcie czujni.
Na pewno pojawię się z kolejnym kompletem obrazków, a w przygotowaniu cały duuuży zestaw od najprostszych 2-sylabowców po wyrazy 4 a nawet 5-sylabowe :)
Polecam tę metodę, u nas już raz się sprawdziła! :)

Układanka do pobrania TU
i TU.

czwartek, 22 czerwca 2017

Imprezy, imprezy..



 Zupełnie zapomniałam się pochwalić...







Dialog autentyczny.
Wiadomo, ja to tylko mogę jeździć stoły oglądać ;).

See Bloggers to moja pierwsza impreza blogerska, zupełnie nie wiem czego się spodziewać i nie znam żadnego blogera, który tam będzie:).

W ogóle znam mało blogerów.

Także ten tego... Poznacie mnie po tym, że nie będę nikogo znać hehe.
Postoję sobie, posłucham, popatrzę a potem Was wszystkich narysuję ! haha.

środa, 31 maja 2017

Podsumowanie maja




Ostatnio coraz częściej spotykam się na moich ulubionych blogach z cyklami-podsumowaniami i pomyślałam sobie, że dlaczego by nie wprowadzić takiego comiesięcznego rytuału u siebie (np każdego ostatniego dnia miesiąca) :).


Zaczynam dziś - 31 maja - z podsumowaniem mojego ulubionego miesiąca w roku:






Maj sam w sobie jest bardzo inspirujący; ta mnogość kwitnienia, kolorów, zapachów, zmian pogodowych (Szczególnie w tym roku - śnieg, a kilka dni później upały).

W związku z tym, że wiosna nam się nieco zapóźniła  maj mieliśmy wyjątkowo obfity w atrakcje przyrodnicze.
Na początku moje ulubione kwiatki - niezapominajki, potem upajający widok rzepakowych pól i obłędnie intensywny zapach kwitnącego bzu.






sobota, 27 maja 2017

5 idealnych zabaw na plaży




Ostatnio znów mniej mnie na blogu, a to dlatego, że jestem nie tylko
Matka Blogująca, ale też często Matka Pracująca,  Matka Ogarniająca Swoje Stadko, a przez ostatnie dwa tygodnie to jestem wreszcie



Matka Plażująca.




Tak, tak - sezon u nas w pełni i to dość nieoczekiwanie.
Na początku sypnęło śniegiem, a po trzech kolejnych dniach zaczął się lać z nieba żar :).

I tak z kozaczków i futer wskoczyliśmy w sandałki i letnie sukienki ;).
Po tak długiej i męczącej jesienio-zimie ( niemal bez wiosny!) postanowiliśmy korzystać ze słońca ile tylko się da.







Mieszkając w Gdańsku możemy w 15 minut ( samochodem :))  znaleźć się na najbliższej  plaży, ale my wolimy podjechać trochę dalej -  na naszą ulubioną Wyspę Sobieszewską, ewentualnie na Górki Zachodnie - równie piękne i pozbawione ( przynajmniej na razie) tłumów.

Podobno duża część gdańszczan nie korzysta z uroków mieszkania nad morzem, czego naprawdę zrozumieć nie mogę .
Wprawdzie dawno temu też kontestowałam morze - bo było za blisko i zbyt sztampowo, no i nudno :),ale to było 100 lat i parę chorób (przypuszczalnie w wyniku ciężkiego niedoboru wit D3) temu :)

Czy na plaży trzeba  leżeć i smażyć się w nieświeżym, własnym tłuszczyku jak serwowana w nadmorskich barach flądra?
Może i można, ale nie z moimi dziewczynami .
Z moimi dziewczynami to jest


ciężka,plażowa harówa :)


wtorek, 9 maja 2017

Minimalizm nie taki zły










Po ostatnim chorobowym i świątecznym maratonie ( roboczo przez nas nazwanym "chorobówką" zamiast majówki) z zasmarkaną i wiecznie wojującą ( wiem, wiem trenują przed wyjściem w " dżunglę ", ale weź to Matko i Ojcu przeżyj ;)) dzieciarnią w domu  - odszczekuję wszystko to, co napisałam na temat niechęci do minimalizmu (TU i TU).


A co.


Tylko krowa zdania nie zmienia.



Mam tak dość wszelkich walających się to tu i tam - trudnych do zidentyfikowania ( żyje to czy już zdechło?) pamiątek z plaży i lokalnych spacerów;
liści, drewienek, kijków, muszli, które raz po raz rozdeptuję ku wielkiej rozpaczy Najmłodszej( dość krótkotrwałej bo okazuje się, że ze sproszkowanej muszli można ugotować pyszny obiadek ),rysunków, obrazków, karteluszków, kikutów makiet z papieru, plasteliny, ciastoliny i tych wszystkich INNYCH drobiazgów NIE-DO-WYRZUCENIA.


sobota, 22 kwietnia 2017

wtorek, 4 kwietnia 2017

Poranna kawa - komiks





A jak jest u Was? Czy Wasze dzieciaki ujawniają podobne zdolności do wyczuwania zapachu kawy przez sen? A może mają inne talenty?

* Piątek to taki specjalny dzień w naszym przedszkolu w którym można przynosić własne zabawki. I w związku z tym każdy dzień zaczynamy pytaniem czy dziś jest piątek i kończymy - czy jutro będzie piątek. :)

czwartek, 16 marca 2017

Zielone akcenty

Powracam do Was z tematem zieleni we wnętrzach.
Ostatnio miałam zaproponować pewnej Młodej Kobietce parę sposobów na odświeżenie i nadanie wyrazu jej młodzieżowemu pokoikowi.
Ustaliłyśmy, że motywem dominującym będzie zieleń.
A jakże! :)
Lubię wyzwania :).
Jak Wam się podoba?



projekt i wizualizacja Design Your Home with me

czwartek, 2 marca 2017

Trendy we wnętrzach na 2017




projekt i wizualizacja : Design Your Home with me


Ten temat powinien pojawić się na początku roku , ale w moim tegorocznym kalendarzu zabrakło miesiąca stycznia toteż trendami na rok 2017 zajmuję się dopiero dziś.

Ku mojej wielkiej uciesze nasze wnętrza mają stać się jeszcze bardziej zielone niż były w zeszłym roku !.

Tak, moi drodzy:


wracamy do lasu . :)



Homo-smartfonus tak się wyeksploatował, że jedynym remedium na jego skołatane nerwy i nadwyrężone od scrollowania paluszki będzie wymalowanie mieszkania na zielono i zakupienie kilku pokaźnych roślin w biedrze ( najlepiej kaktusów, fikusów, monster i innych).

A jak dodatkowo zakupi wężownice i palmy to już nawet z domu wyjść nie będzie musiał, bo roślinki te podobno produkują dla nas tlen.
Zamiast zaciągać się na zewnątrz smogiem, lepiej posiedzieć na zielonej sofie obok palemki, sącząc smoothie. :)

Powrót do natury i korzeni będzie się odbywał na wielu płaszczyznach.

Powoli

do lamusa przechodzi minimalizm 


poniedziałek, 27 lutego 2017

Planner 4



Dla tych, którzy chcą wraz ze mną dobrze zaplanować sobie weekend hehe tydzień - kolejny planner do pobrania :
Miłego tygodnia! :)
Instrukcję jak "obsługiwać " :) planner znajdziecie TU


czwartek, 23 lutego 2017

Baner na blog







Stara znajoma jeszcze z czasów LO ( czy Wam też się wydaje, że używanie określenia "stara znajoma" gdy się jest grubo po 30-ce :)brzmi trochę niestosownie?) poprosiła by pomóc jej zrobić

baner


na jej nowym, bajkowym blogu.
Nigdy nie zajmowałam się banerem na cudzym blogu :), więc podeszłam do tematu dość nieśmiało.
Sam napis, napisał się jeszcze podczas picia kawy ze starą ( ale bardzo jarą! :))znajomą.
Co do reszty miałam mnóstwo wątpliwości.

I mam je nadal.
Może pomożecie?

Który z banerów podoba się Wam najbardziej?
Słów krytyki w ogóle nie zniosę;).Tego typu komentarze usunę od razu. Wystarczy mi, że w domu jestem tą która najgorzej rysuje ;).


1.


Kontrastowy, graficzny z mocnym akcentem jak ten na górze?



2.


Czy może jednak , bardziej pastelowo i słodko? W końcu to portal dla dzieciaków.


niedziela, 19 lutego 2017

Planner zmieniający życie tydzień 3 :)

Ślę Wam kolejny tydzień mojego plannera, do którego instrukcję zamieściłam TU.
I mam nadzieję, że Wam lepiej całe planowanie wychodzi, bo u mnie jest jednak z tym kiepsko.
Zaległości może się i nadrabia , ale przyjemności jakoś nie. ;)
Miłego tygodnia!



czwartek, 16 lutego 2017

Cała prawda o blogerach



W psychologii znane jest zjawisko

 "przeniesienia".


Jak ono wygląda u blogujących ( np. u mnie ;))?.
Ano tak :









>


Teraz już wiecie dlaczego czasami moje wpisy nie chcą się skończyć :)
Tak. Wiem.
Mam "fazę" na rysowanie domowych komiksów.
Dzieci lubią i proszą :)

niedziela, 12 lutego 2017

Planner zmieniający życie :) - tydzień drugi

Jak tam?
Planujecie kolejny tydzień z moim plannerem o którym pisałam Wam tydzień temu TU :)

Przyznam, że u mnie łatwo nie jest .

W zeszłym tygodniu były chyba 4 dni z rzędu pod dyktando Dnia Zaległości, choć planowałam inaczej.
Łudzę się, że w tym tygodniu "odbiję" sobie i będę mieć 4 Dni Przyjemności haha.
Tylko nie - Dni Pozytywne!( bo nie ma dla mnie cięższej roboty ;))


Podrzucam Wam kolejny tydzień i sugestię jednej z czytelniczek bloga, by samemu podopisywać kolejne zadania ( zgodnie z własnymi potrzebami).

Miłego tygodnia!
A przynajmniej jego planowania ;).


poniedziałek, 6 lutego 2017

Planner, który odmieni Twoje życie :)








Spieszę do Was z wielką nowiną.
Udało mi się opracować rewelacyjną metodę na osiągnięcie sukcesu na miarę Bila Gatesa, Stephena Hawkinga, Melanie i Donalda Trumpa w jednym. :)

Wiecie dlaczego tak mało z naszych rozpisanych skrupulatnie godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu planów  zostaje zrealizowanych?


Po pierwsze dlatego, że konstruujemy je zbyt drobiazgowo i dalekosiężnie.
Tego typu programowanie nie leży w naturze człowieka.
Pomimo porównań  ludzkiego  mózgu do komputerów  nie jesteśmy jednak bezduszną maszynką do realizacji zadań.
Gdzie w naszych plannerach  miejsce na emocje? Nastroje, drobne niedyspozycje, kaprysy?



G d z i e   m i e j s c e   n a   p r z y j e m n o ś c i ?!



Gdybyśmy skupili się na planowaniu przyjemności, mielibyśmy mniej problemów z realizacją naszych planów.
Proste? Proste.
I genialne :)
(Sami widzicie - dopiero drugi tydzień korzystam z mojego ZMIENIAJĄCEGO  ŻYCIE plannera a już mi tak samoocena wzrosła. :))


Efektywnemu planowaniu sprzyja również


m e t o d a   m a ł y c h   k r o c z k ó w.


czwartek, 26 stycznia 2017

DIY - korona dla królewny i wspomnienie stycznia








Zacznę od wspomnień.




Styczeń w Gdańsku był piękny, naprawdę.
Taki za jakim tęskniliśmy całe 3 emigracyjne lata.:)
Szkoda tylko, że mogliśmy patrzeć na tę magię tylko przez okno.:






czwartek, 22 grudnia 2016

3 proste dekoracje świąteczne - DIY









Jest kilka bardzo prostych dekoracji świątecznych, które uwielbiam i które zawsze "zrobią " klimat :).
Można je wykonać dosłownie w parę minut i wcale nie trzeba być wybitnie plastycznie uzdolnionym :)
A więc dla wszystkich spóźnialskich :), którzy właśnie rozglądają się po swoim zupełnie nie-świątecznym mieszkaniu :


1.Śnieżynka



Myślę, że śnieżynka nie raz pojawiała się w blogowych DIY.  :).
Ale dla tych co o śnieżynce-pomponie zapomnieli, krótki przewodnik :











wtorek, 20 grudnia 2016

Wyniki losowania









Bardzo dziękuję Wam za  życzenia z okazji blogowego roczku i za liczne komentarze.
Ja tu sobie często śmichy-chichy na blogu urządzam, ale bywam jednak mocno zasadnicza :) i w związku z tym że część komentarzy nie spełniała warunków uczestnictwa w konkursie (o którym pisałam TU) to do losowania wytypowałam zaledwie 5 osób :) .


Wszystkie karteczki zostały odwrócone, wymieszane, moje dziewczyny zawiązały mi jakieś rajtki na głowie ( mało wyjściowe, więc zdjęć nie będzie :)), okręciły kilka razy i mogłam losować.


I wyłowiłam taką oto chmurkę :) :


 


Gratulacje!

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Grenlandia w Gdańsku







Chciałabym się Wam pochwalić, że sala przedszkolna naszej najmłodszej, którą miałam okazję wraz z innymi  ( bardzo, bardzo zaangażowanymi ) rodzicami w prezencie mikołajkowym dla naszych pociech dekorować - zajęła (jednogłośnie!) pierwsze miejsce. :)

Dzieciaki w nagrodę pójdą do kina.
A więc trud się opłacił :).
Żartuję, żaden trud - duża przyjemność. 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Idą Święta..







To, że mniej mnie na blogu wcale nie oznacza, że zapadłam w sen zimowy, albo że przynajmniej błogo leniuchuję z wielkim kubkiem herbaty z cytrynką i 1000-stronicową powieścią idealną na jesienne wieczory. :)
To, że mniej mnie na blogu oznacza, że zajęć mam za dużo jak na jedną , jesienną polską mamę. :) i zupełnie nie mam czasu na błogie leniuchowanie czyli pisanie bloga :).

O, i to jest właśnie pierwsza rzecz, która uległa zmianie po powrocie do kraju:


Nie mam na nic czasu :).



Polacy są generalnie narodem biegaczy - ciągle gdzieś pędzą.

Powiem Wam, że to też była pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę po naszym powrocie z sielskich, spokojnych Niemiec.
Ja jeszcze rozumiem, że Gdańsk w którym obecnie mieszkamy jest taki  właśnie - rozbiegany -  zresztą jak i każde większe europejskie miasto ( również w Niemczech), ale my zatrzymaliśmy się początkowo w małym miasteczku oddalonym od Gdańska o 50 km, adekwatnym wielkością do miasteczek z jakimi na co dzień mieliśmy do czynienia w N. i przez pierwsze dni zastanawialiśmy się nieustannie


dokąd Ci wszyscy ludzie wokół nas pędzą?



Żartowałam nawet do męża, że może oni wiedzą o czymś o czym my nie wiemy i np. robią zapasy ?
Wody pitnej, chleba, mąki, cukru, bo większość z tych ludzi miała ze sobą jakiś tobołek ( siaty) czego w N. też się na co dzień nie widziało.

wtorek, 29 listopada 2016

Jak ozdobić donice na kwiaty








Meblowanie (a właściwie zwożenie naszych gratów i upychanie ich w nowej, tymczasowej przestrzeni) trwa.
Wreszcie mogę zafundować sobie prawdziwą MIEJSKĄ DŻUNGLĘ :)
w wersji mini.
I nie ma tygodnia by nie przybył do nas nowy zielony lokator.
Bardzo mnie to cieszy.
Męża mniej. :)
Wraz z zagęszczaniem się "dżungli" pojawił się problem ozdobienia /okrycia donic :).
Długo szukałam czegoś idealnego i najbardziej odpowiadały mi wszelkie dziergane i plecione kosze, na przykład takie jak u Agi z ReGreen Your Life:







Ale ogrom pracy :) włożonej w wykonanie takiej osłonki, ewentualnie zasoby finansowe jakie trzeba byłoby przeznaczyć na zakup tego typu koszy nieco mnie studził w zapale. :)

Aż tu nagle podczas wyrzucania kolejnego worka zdartych do cna legginsów, rajstop, dresów i innych przyszło mi do głowy, że taka jedna nogawka legginsów odpowiednio przycięta idealnie ubrałaby przynajmniej jedną donicę!

Roboty przy tym zero.
Dosłownie dwa ciachnięcia.
Jedno wywinięcie.

I voila !


Kaktus pięknie ubrany.

Portfel cały, getry dostały drugie, a właściwie i 3 życie.
A ja mogę z poczuciem dobrze wypełnionej misji iść spać.:)

Dobranoc.